Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/186

Ta strona została skorygowana.


I rzekłszy to poszedł do swej kajuty.
— Ma słuszność, mówił sobie doktór; jesteśmy tu jak w pułapce, z ograniczonem bardzo miejscem do manewrowania. Gdyby nam przyszło tu przezimować!... No nie my pierwsi znaleźlibyśmy się w tym przypadku; a kiedy się inni z tąd wydobyli, to i my się wydobędziemy.
Doktór nie mylił się. W tem właśnie miejscu, w małym osłoniętym porcie, nazwanym przez samego Mac-Clintocka portem Kennedy’ego, zimował okręt Fox w r. 1858. Można było widzieć w tej chwili wysokie łańcuchy gór granitowych, i najeżone skałami pochyłości dwóch brzegów.
Cieśnina Bellot’a, szeroka na jedną milę (morską) a długa mil siedmnaście, mieści się między górami, mogącemi mieć do tysiąc sześćset stóp wysokości; rozdziela ona North-Sommerset od ziemi Boothia. Rozumie się, że w takiej węziźnie okręty nie mogą się swobodnie poruszać. Forward posuwał się ostrożnie, ale się posuwał. Chociaż przejście to jest ciasne, nawiedzają go jednak gwałtowne burze, więc i bryg ich nie uniknął. Hatteras kazał pozwijać żagle i pospuszczać większe maszty, a mimo to okręt miotany był we wszystkich kierunkach; uderzenia wichru zjawiały się co chwila podczas strasznej ulewy; dym z ko-