Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/209

Ta strona została skorygowana.


— Tak jest, a nie tylko z tego powodu, że możemy nie mieć żadnego z machiny pożytku w chwili najkrytyczniejszej, ale jeszcze i ze względu na zimowisko, którego prędzej czy później spodziewać się musimy, a przyznasz sam, że wartoby pamiętać i na zimno, w kraju, gdzie merkuryusz często zamarza w termometrze[1].
— Ale zdaje mi się Shandonie, że kapitan ma zamiar odnowić swe zapasy na wyspie Beechey, gdzie powinniśmy znaleźć wielką obfitość węgla.
— Ale czy na morzach północnych można zawsze dopłynąć tam gdzie się pragnie? Czy znajdziemy wszędzie swobodne przejście? czy dopłyniemy z pewnością do wyspy Beechey? a jeśli nie dopłyniemy, to cóż się z nami stanie?
— Masz pan słuszność, rzekł Wall; Hatterasowi zdaje się brakować przezorności; należałoby zatem zrobić mu niejakie w tym względzie przedstawienie. Czemu pan tego nie uczynisz?

— Postanowiłem milczeć, odparł Shandon, źle ukrywający przenikającą go gorycz; nie na mnie już teraz spoczywa odpowiedzialność, i postanowiłem czekać wypadków. Rozkazują mi, a ja wykonywam, a nie robię uwag.

  1. Merkuryusz marznie przy —42° Celsyusza.