Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/212

Ta strona została skorygowana.


to też krępuje ją pieniędzmi. Skorzystał zręcznie z opowiadania o nieszczęściach Franklina, żeby nawrócić ku sobie ruchome umysły tych ludzi; ale zaręczam że to nie długo potrwa. A jeśli się nie dostanie do wyspy Beechey, będzie zgubiony!
— Gdyby załoga mogła się domyślać...
— Nie mów jej nic Wallu o tem wszystkiem, proszę cię bardzo; ona sama to spostrzeże. Zresztą, jak na teraz, najlepiej jest posuwać się na północ. Być może przecież, że to co Hatteras uważa za posuwanie się ku biegunowi, nie jest właśnie odsuwaniem się od niego? Po przejściu kanału Mac-Clintocka będzie zatoka Melville’a, a tam właśnie dotyka wiele ciaśnin prowadzących do zatoki Baffińskiej. Hatteras powinienby pomyśleć o tem. Droga na zachód łatwiejsza jest niż na północ.
Z tych wyrazów można było ocenić usposobienie Shandona; kapitan nie bardzo się mylił przeczuwając w nim zdrajcę.
Niemniej jednak Shandon trafnie tłómaczył obecne zadowolenie załogi, nadzieje przejścia wkrótce siedmdziesiątego drugiego równoleżnika. Chciwość na pieniądze owładła nawet najtrwożliwszych; Cliffton już naprzód obliczył wszystko jak najściślej, pomijając kapitana i doktora którzy