Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/230

Ta strona została skorygowana.


— I o to możesz. być spokojnym kapitanie, bośmy go tu złożyli przeszło tysiąc tonnów (25,000 centnarów).
— Przybijajmy tedy, rzekł kapitan, obserwując wybrzeże z lunetą w ręku.
— Widzisz pan ten cypl? zapytał Johnson; skoro go opłyniemy, będziemy już w możności przybicia do brzegu. Tak, z tego to właśnie miejsca wypłynęliśmy z powrotem do Anglii, z porucznikiem Creswell i dwunastoma choremi ludźmi z osady Investigator’a. Lecz chociaż udało się nam odwieźć do ojczyzny porucznika będącego pod dowództwem kapitana Mac-Clur’a, jednak francuzki oficer Bellot, towarzyszący nam, nie ujrzał więcej swego kraju. Smutneto wspomnienie! Ale sądzę kapitanie, że tu możemy przybić do brzegu.
— Dobrze! powiedział Hatteras.
I wydał zaraz stosowne rozkazy. Forward znajdował się w małej przystani, zabezpieczonej od natury przeciw wiatrom północnym, wschodnim i południowym.
— Panie Wall, rzekł Hatteras, każ przygotować szalupę i wyszlij ją z sześcioma ludźmi, dla przewiezienia węgla na pokład naszego statku.
— Dobrze kapitanie, odpowiedział Wall.