Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/257

Ta strona została skorygowana.


zwiedził wybrzeża kanału Królowej, aż do siedmdziesiątego siódmego stopnia.
Bił się zatem kapitan z myślami, czy relacyę tę kapitana Penny ma uważać za zmyśloną, czy też zima przedwcześnie zawitała w tym roku, do tych podbiegunowych okolic?
Dnia 15-go sierpnia, ujrzano w pośród mgły wyniosłe szczyty góry Percy, odwiecznym pokryte śniegiem; silny wicher napędzał w tę stronę tuman drobniutkiego gradu, z trzaskiem przelatującego powietrze. Następnego dnia, słońce zaszło poraz pierwszy, kończąc nareszcie ów długi szereg dni trwających po dwadzieścia cztery godzin. Ludzie przywykli już byli do tej światłości bezustannej, a na zwierzęta nigdy ona widocznego wpływu nie wywierała, psy naprzykład grenlandzkie szły na spoczynek o zwykłej porze, i Duk także zasypiał regularnie co wieczór, jak gdyby horyzont zalegały ciemności.
I noce po 15-ym sierpnia nigdy nie były bardzo ciemne; po zajściu słońca, nawet odbicie się jego promieni, dawało dostateczną ilość światła.
Dnia 19-go sierpnia, po zrobieniu dosyć dokładnych obserwacyj, spostrzeżono przylądek Franklina od strony wschodniej, a przylądek lady Franklin od zachodu; tak tedy ostatni punkt do którego