Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/278

Ta strona została skorygowana.


trzebnych naprawek, choć w ogóle statek będąc dobrze zbudowanym bardzo niewiele ucierpiał, tylko obicie zwierzchnie z blachy było całkiem prawie zniszczone. Okręt wyswobodzony z krępujących go więzów, podniósł się na dziewięć blizko cali; wtedy zajęto się powycinaniem w lodzie ukośnych krawędzi zastosowanych do kształtów statku; lód łączył się pod okrętem, co zabezpieczało go od gwałtownego parcia lodów na powierzchni.
We wszystkich tych robotach, doktór czynny przyjmował udział; zręcznie bardzo odgarniał śniegi, humorem swoim zachęcał majtków do pracy, uczył innych i sam się przytem uczył. Chwalił zabezpieczenie okrętu lodem od spodu. — Bardzo dobry to pomysł, powtarzał.
— Gdyby też nie to panie Clawbonny, rzekł Johnson, tobyśmy się nie utrzymali. Teraz już bez obawy możemy wznieść ścianę ze śniegu, aż do wysokości pokładu, a ponieważ materyału nam nie brak, zrobimy go sobie na dziesięć stóp szerokim.
— Wyborna myśl! zawołał doktór; śnieg jest złym przewodnikiem ciepła, a zatem nie przepuści na zewnątrz temperatury ze środka statku: