Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/287

Ta strona została skorygowana.


pole lodowe pokryte było otworami przebitemi przez te ogromne ziemnowodne stworzenia. Zdaleka wietrzą one myśliwca; to też nie mało ich uciekało pod lód skaleczonych od strzału.
Simpsonowi udało się dostać jedną fokę tym sposobem, że zatkał poprzednio otwór przez nią w lodzie wyrobiony; nie mając gdzie uciekać, kilku strzałami zabitą została. Miała ona dziewięć stóp długości, głowę zupełnie do mordy buldoga podobną, szesnaście zębów w szczęce, wielkie płetwy piersiowe podobne do skrzydełek i mały ogon opatrzony drugą parą płetw; słowem był to wyborny okaz zwierzęcia z rodziny psów morskich. Doktór pragnął zachować głowę tej foki do zbiorów swoich historyi naturalnej, a skórę wyprawić na dalszy użytek. Dla oszczędzenia ludziom roboty około tego, włożono ciało zwierzęcia w otwór do wydobywania wody przygotowanej; opadło je tam mnóstwo drobnych raków i dokonało w pół dnia całej roboty, a tak wybornie, jakby nie zdołał podobno najbieglejszy garbarz w Liverpoolu.
Po jesiennem porównaniu dnia z nocą, czyli po 23-im września, zima na dobre się już zaczyna w okolicach podbiegunowych. Dobroczynne słońce coraz niżej kryje się pod horyzont, aż nareszcie niknie zupełnie 23-go października, oświecając za-