Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/305

Ta strona została skorygowana.


i tak popękałyby niezawodnie przy zmianie objętości płynu, zmieniającej się pod wpływem temperatury.
Dnia 28-go termometr spadł jeszcze niżej, bo do trzydziestu sześciu stopni pod zero; węgla już nie było więcej jak na dni dziesięć i każdy z przerażeniem widział niedaleką chwilę, w której miało zabraknąć tego paliwa.
Hatteras przez oszczędność nie kazał opalać pieców w tylnej części okrętu, i z doktorem i Shandonem przeniósł się do wspólnej sali. Tym sposobem zbliżył się bardziej do swych ludzi, patrzących nań chmurnem i niechętnem okiem. Słyszał ich narzekania, wymysły a nawet i groźby, a nie mógł ich ukarać: zdawał się być głuchym na wszystkie rozmowy; nie upominał się nawet o miejsce najbliższe przy ogniu. W oddalonym kącie, siedział milczący z rękami na piersi skrzyżowanemi.
Wbrew zaleceniom doktora, Pen i jego towarzysze jak najmniej używali ruchu; całe dnie przepędzali bezczynnie przy piecu, albo leżeli w hamakach, dobrze kołdrami okryci. Dlatego też zdrowie ich wkrótce się pogorszyło; nie zdołali oprzeć się zgubnemu wpływowi klimatu, i szkorbut ukazał się na pokładzie Forwarda.