Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/310

Ta strona została skorygowana.


— A na cóż nam potrzebne są niedźwiedzie? wtrącił Bell.
— Przyjacielu, odrzekł Johnson, na foki już liczyć nie możemy, bo te znikły na czas długi, a jeśli nam niedźwiedzie nie dostarczą tłuszczu na paliwo, to nie wiem co się z nami stanie.
— Masz słuszność Johnsonie; nasze obecne położenie bardzo jest niepewne, a nawet zatrważające, i gdy nam tego rodzaju paliwa zabraknie,... to nie wiem doprawdy...
— Znajdziemy jeszcze jeden sposób!...
— Jeszcze jeden? zapytał Bell.
— Tak jest mój drogi! w ostatecznym razie.... ale nie! kapitan nigdy.... a jednak, może i będzie musiało przyjść do tego.
Johnson smutnie potrząsł głową i zadumał się głęboko, bo wiedział, że ta trocha tłuszczu, z taką zdobyta trudnością, przy największej oszczędności, wystarczyć może najdłużej na tydzień.
I nie mylił się stary retman w swych przewidywaniach; rzeczywiście wkrótce dostrzeżono kilku niedźwiedzi, przynęconych zapachem palącego się tranu. Ludzie niedotknięci szkorbutem wybrali się na polowanie, które jednak nie powiodło się, gdyż te zwierzęta są bardzo czujne i przezorne; niepodo-