Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/315

Ta strona została skorygowana.


zeznawać przedmioty naokoło siebie. Zwykły cieplik uchodził z kończyn ciała ludzi; nogi i ręce siniały, głowę zdawały się ściskać żelazne obręcze, myśli mięszały się, język skostniały prawie w ustach, nie był zdolnym do mówienia. Wszystkie najstraszniejsze symptomata, wywołane przemożnem zimnem, naraz się ukazały.
Od chwili gdy zagrożono spaleniem okrętu, Hatteras nie schodził prawie z pomostu, czuwając wciąż nad całością Forwarda. którego części wszystkie tak cenił jak członki własnego ciała. Uzbrojony, odbywał straż bezustanną, nieczuły na zimno; śnieg i lód okrywał jego suknie, robiąc z nich jakby granitową powłokę. Duk jakby pojmując myśli swego pana, ani na krok go nie odstępował, szczekając i wyjąc.
Jednakże tegoż dnia kapitan przyszedł do sali wspólnej. Doktór z wysileniem zdołał podejść ku niemu.
— Hatterasie, rzekł, pomrzemy bez ognia.
— Nigdy! odrzekł Hatteras, domyślając się na co ma odpowiedzieć.
— Ależ potrzeba koniecznie, rzekł znowu doktór tonem łagodnym.