Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/328

Ta strona została skorygowana.


niczny. Kapitan zamilkł. Może nawet i zachwiał się na chwilę w swem postanowieniu, rzuciwszy okiem na Forwarda; lecz nie chciał się cofać. Sanie wyładowane i zaprzężone stały na lodzie; Bell wysunął się naprzód, inni poszli za jego przykładem. Johnson odprowadził podróżnych o ćwierć mili; Hatteras prosił go aby powrócił na pokład okrętu i stary marynarz pożegnał ich nareszcie.
W tej chwili Hatteras zwrócił się po raz ostatni do swego brygu, i ujrzał już końce masztów ginące wśród śniegowej zawiei.




ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY.

Pola lodowe.


Gromadka podróżna zwróciła się na południo-wschód. Simpson kierował zaprzęgiem, a Duk gorliwie mu pomagał, nie bardzo się dziwiąc obecnemu zatrudnieniu takich jak on sam czworonogów. Hatteras z doktorem postępowali z tyłu, a Bell szedł na czele, rozpoznając wszędzie drogę i probując siły lodu drągiem w żelazo okutym.