Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/333

Ta strona została skorygowana.


ste było położenie tych biedaków, zapędzonych pomiędzy lody i śniegi, zagrzebanych na chwilę w grobie, którego ściany grubiały od zewnętrznej zawiei.
Nazajutrz rano o godzinie szóstej puszczono się w dalszą drogę, zawsze tak samo nudnie-jednostajną, Powietrze jednak bardziej się oziębiło; śnieg twardniał pod nogami, co ułatwiało o wiele podróż. Niekiedy napotykano wzgórki podobne do bud, w jakich przebywają Eskimosi; doktór przez ciekawość kazał rozwalić jednę z takich wyniosłości, lecz po usunięciu śniegu znalazł tylko nagą bryłę lodu.
— Czegóż się spodziewasz doktorze, zapytał Hatteras; czyż nie my pierwsi przechodzimy przez tę część kuli ziemskiej?
— Tak się zdaje, rzekł doktór, lecz nareszcie któż wie....
— Nie traćmy czasu na próżnych poszukiwaniach, mówił kapitan; radbym co najprędzej wrócić do mego okrętu, choćbyśmy nie znaleźli paliwa tak pożądanego.
— Co do tego, rzekł doktór, mam wielką nadzieję.
— Doktorze, mawiał często Hatteras, źle zrobiłem, żem opuścił mój okręt, to wielki błąd! miejsce