Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/349

Ta strona została skorygowana.


co wymagało natychmiastowej naprawy. Tego rodzaju przeszkody i opóźnienia przytrafiały się po kilka razy dziennie.
Podróżni szli głębokim wąwozem brnąc po pas w śniegu; pocili się mimo strasznego mrozu. Nagle Bell idący tuż obok doktora, spojrzał na niego z przerażeniem, nic nie mówiąc porwał garść śniegu i zaczął nim silnie wycierać twarz swego towarzysza.
— Co ty robisz Bell? — zawołał doktór usuwając się od napastnika.
Lecz Bell dalej prowadził swą operacyę.
— Bell! co ty robisz? czyś zwaryował? napchałeś mi śniegu w usta, w nos i oczy; co to ma znaczyć?
— To znaczy, odrzekł Bell, ze jeśli masz jeszcze nos doktorze, to mnie go zawdzięczać powinieneś.
— Nos! mówił doktór, ze zdziwieniem macając się po twarzy.
— Tak panie Clawbonny, nos twój był już zupełnie biały i gdyby nie moja energiczna kuracya, niezawodnie jużbyś pozbawionym był tej ozdoby niewygodnej wprawdzie w podróży, ale niezbędnie potrzebnej w życiu całem.
I rzeczywiście, po niejakim czasie doktór byłby sobie nos odmroził; lecz dzięki przytomnemu zna-