Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/351

Ta strona została skorygowana.


— Słuchajcie mnie, mówił znów Hatteras; żywności mamy zaledwie na dni dwadzieścia, więc czy mamy choć chwilę do stracenia?
Bell i doktór nic nie odpowiedzieli, a sanie ruszyły w dalszą drogę.
Wieczorem zatrzymano się u stóp pagórka lodowego, w którym Bell naprędce wyżłobił otwór; tam schronili się podróżni. Doktór całą noc pilnował chorego Simpsona, na którego szkorbut działał zjadliwie; nabrzmiałe jego wargi wyrzucały same tylko skargi.
— Ah! panie Clawbonny.
— Męztwa mój drogi, mówił doktór.
— O ja wiem, że już nie powrócę do Anglii, nie przeżyję tej choroby, czuję to! wolałbym już raz umrzeć!..
Na te słowa rozpaczy, doktór odpowiadał zdwojeniem już i tak gorliwej pieczołowitości, sam utrudzony pracą całodzienną, noc poświęcał na przygotowanie jakiego lekarstwa ulgę przynieść mogącego; ale już sok cytrynowy i wcierania żadnego skutku nie wywierały i skorbut zwolna ogarniał całe ciało chorego.
Nazajutrz trzeba było znowu przenieść go na sanie, chociaż biedaczysko prosił aby go tu pozosta-