Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/372

Ta strona została skorygowana.


wi i jego stronnikom? Mrozy były okropne. Czy nie spalono całego Forwarda?
Rano 24-go lutego zatrzymał się nagle. O trzysta kroków przed, nim ukazało się światło czerwone, po nad którem kołysał się ogromny słup czarnego dymu, ginącego w szarych obłokach firmamentu.
— Co to za dym? zawołał głosem strasznym.
Serce mu biło z taką gwałtownością, jakby chciało piersi rozsadzić.
— Czy widzicie ten dym? mówił do zbliżających się towarzyszy, to mój okręt się pali!
— Ależ przecie, jeszcze o trzy mile przeszło jesteśmy od niego oddaleni, powiedział Bell; to nie może być Forward!
— Owszem, rzekł doktór, właśnie Forward, a tylko złudzenie optyczne ukazuje go nam w bliższej niż rzeczywiście odległości.
— Biegnijmy! zawołał Hatteras, wyprzedzając swych towarzyszy.
Pozostawiono sanie na miejscu i rzucono się za kapitanem. W godzinę potem byli już o okrętu.
Straszny widok! Bryg palił się w pośród topniejących lodów; płomień otaczał cały korpus statku, a wiatr południowy tylko trzask niezwykły donosił do uszów kapitana.