Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/017

Ta strona została skorygowana.


to jest tylko na opał przydatne; możemy mieć ciepło przez trzy tygodnie, a potem...
— A potem? zapytał doktór.
— A potem... ha! Boska wola! odparł stary marynarz.
Po zrobieniu inwentarza, doktór z Johnsonem poszli do sań, a zaprzągłszy do nich psy mimo ich oporu, zajechali na miejsce wybuchu, włożyli na sanie szacowne resztki, a zwiózłszy je do domku śniegowego, sami także na pół już zmarzli zajęli miejsce obok swych towarzyszy nieszczęścia.




ROZDZIAŁ DRUGI.
Pierwsze wyrazy Altamont’a.

Około ósmej godziny wieczorem, niebo oczyściło się nieco z mgły śniegowej; przy atmosferze bardziej jeszcze niż w dzień oziębionej, gwiazdy iskrzyły się na wypogodzonym firmamencie.
Hatteras korzystając z tej zmiany, chciał wymierzyć wysokość niektórych gwiazd i w tym celu zabrawszy potrzebne narzędzia, wyszedł nic nie mówiąc nikomu.