Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/021

Ta strona została skorygowana.


na zachodnie wybrzeże morza Baffińskiego, a ztamtąd na szalupie miano się puścić na poszukiwanie wielorybników, lub nawet dostać się do osad grenlandzkich na wybrzeżu wschodniem. Zapas żywności jeszcze był obfity; chorzy orzeźwieni nadzieją powrotu, wracali do zdrowia. Rozpoczęto więc przygotowania do odjazdu, zbudowano sanie zdolne pomieścić na sobie żywność, paliwo i szalupę, które miały być ciągnione przez ludzi. Tak zeszło aż do 15-go lutego. Codzień spodziewałem się powrotu twego kapitanie, a zarazem przyznam się, że trwożyła mnie myśl o twej obecności, bo pewny jestem, że nicbyś złemu zapobiedz nie zdołał, bo załoga byłaby cię zabić raczej wolała, niż dłużej na pokładzie pozostać. Rozszaleli pragnieniem swobody. Brałem wszystkich moich towarzyszy po jednemu na stronę, gadałem im, zachęcałem, upominałem, przedstawiałem im niebezpieczeństwa podobnej wyprawy i nikczemność jakiej się przez to dopuszczają, opuszczając swego dowódzcę. Nie mogłem wpłynąć na najlepszych nawet. Odjazd był oznaczonym na dzień 22-gi lutego. Shandon się niecierpliwił. Na sanie i do szalupy wpakowano tyle żywności i trunków, ile ich zabrać było można; zrobiono także znaczny zapas drzewa; z lewej ściany brygu nic nie pozostało aż do wody. Osta-