Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/022

Ta strona została skorygowana.


tni dzień, był dniem prawdziwie wyuzdanej rozpusty; rabowano i niszczono po pijanemu, i wówczas to Pen z dwoma czy trzema innymi majtkami, podpalił statek. Biłem się z niemi, walczyłem do ostatka; przewrócono mnie i zbito. Nareszcie ci nędznicy, a Shandon na czele, zwrócili się na wschód i wkrótce utraciłem ich z oczu! Pozostałem sam, bezsilny, niemogąc ratować płonącego okrętu; kran od wody zamarzł zupełnie, tak że nie miałem ani kropelki wody. Przez dwie doby Forward wił się w płomieniach; resztę już wiecie.
Po skończonem opowiadaniu milczenie dość długo trwało w domku lodowym; ponury obraz spalenia okrętu, utrata tego kosztownego brygu, tem żywiej przedstawiły się umysłom rozbitków, że teraz nadzieja powrotu do Anglii, zupełnie dla nich była straconą. Obawiali się spojrzeć jeden na drugiego, aby nie wyczytać na której twarzy wyrazu rozpaczy. Tylko ciężki oddech Amerykanina słyszeć się dawał.
Nareszcie Hatteras głos zabrał.
— Johnsonie, rzekł on, dziękuję ci; uczyniłeś wszystko co było w twej mocy dla ocalenia mego okrętu, lecz sam jeden nic poradzić nie byłeś w stanie. Jeszcze raz dziękuję ci, i już nie mówmy więcej o tym wypadku. Obecnie wspólnemi siłami