Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/023

Ta strona została skorygowana.


starajmy się przyłożyć do ocalenia siebie samych. Jest nas czterech towarzyszy; życie każdego z nas równą ma wartość. Niechaj każdy da głos, wypowie swe zdanie, co nam czynić wypada.
— Pytaj nas Hatterasie, odpowiedział doktór; jesteśmy ci oddani i szczerze mówić będziemy. A najprzód powiedz, czy sam masz już myśl jaką w tym względzie.
— Sam dla siebie nic przedsięwziąść nie mógłbym, smutnie odpowiedział Hatteras. Zdanie moje mogłoby się wydać stronnem, radbym przeto najprzód coś od was usłyszeć.
— Kapitanie, odezwał się Johnson, zanim coś powiemy w okoliczności tak ważnej, miałbym ci zadać jedno ważne zapytanie.
— Słucham cię Johnsonie.
— Wczoraj robiłeś obserwacye, celem poznania pozycyi w jakiej się znajdujemy; powiedz przeto, czy pole lodowe już się poruszyło, czy pozostaje na miejscu niewzruszone?
— Nie poruszyło się dotąd, odrzekł Hatteras. Tak samo jak przed naszym odjazdem, wypadły mi z rachunku: ośmdziesiąty stopień, piętnasta minuta na szerokość, a dziewięćdziesiąty siódmy stopień, trzydziesta piąta minuta na długość.