Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/059

Ta strona została skorygowana.


bryle lodu; wkróce temperatura zewnętrzna obniżyła merkuryusz do czterdziestu siedmiu stopni niżej zera.
— Do jutra! rzekł do Johnsona; zaśnij i czekaj wschodu słońca.
Noc przeszła wśród cierpień głodu; tylko doktór i Johnson mniej je czuli, mając nieco nadziei.
Nazajutrz z pierwszym brzaskiem dnia, doktór z Johnsonem wybiegli z ukrycia, dążąc wprost do termometru; wszystek merkuryusz osiadł na spodzie narzędzia w kształcie ścisłego cylindra. Doktór uzbroiwszy ręce w grube rękawice, rozbił termometr i wydobył z niego sztabkę metalu, nadzwyczajnie twardego.
— Ah! panie Clawbonny! wołał zdumiony marynarz, jesteś rzadkim, zadziwiającym człowiekiem!...
— Nie, mój przyjacielu, odparł doktór, ja tylko czytałem wiele i dobrą mam pamięć.
— Jak to rozumieć należy?
— Przypomniałem sobie fakt opowiedziany przez kapitana Ross w jego opisie podróży, gdzie utrzymuje, że kulką merkuryuszu zamrożonego, przebił deskę na cal grubą; gdybym miał trochę oliwy, osiągnąłbym ten sam skutek, bo tenże podróżnik opowiada także, iż nabiwszy strzelbę kul-