Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/062

Ta strona została skorygowana.


— Cóż przeto czynić zamyślasz?
— Podejść doń na dziesięć kroków, ale tak żeby on o tem nie wiedział.
— A to jakim sposobem?
— Sposób mój jest zuchwały wprawdzie, ale bardzo prosty. Macie skórę foki, niedawno ubitej?
— Jest na saniach.
— Wróćmyż więc do naszego domku, a Johnson niech tu pozostanie na straży.
Retman wsunął się za pagórek lodowy, zakrywający go całkiem przed wzrokiem niedźwiedzia, który nie zmieniając pozycyi, wciąż wietrzył w powietrzu, i wciąż się kołysał.



ROZDZIAŁ PIĄTY.
Foka i Niedźwiedź.

Hatteras z doktorem powrócili do domku lodowego.
— Wiesz, mówił kapitan, że niedźwiedzie okolic podbiegunowych, ze szczególniejszem upodobaniem na foki polują. Czatują na nie po całych