Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/066

Ta strona została skorygowana.


— Teraz na mnie kolej, — rzekł Johnson, — weźmy się do roboty coprędzej, bo jakby to mięso zostało na mrozie, to potem, ani zęby nasze, ani noże nawet nicby nie pomogły.
Zaczął tedy stary retman od zdjęcia skóry z potwornego niedźwiedzia, który wielkością dochodził do rozmiarów sporego wołu; miał on dziewięć stóp długości, i sześć stóp obwodu; z dziąseł wystawały mu dwa ogromne zęby, na trzy cale długie.
Roztworzywszy mu brzuch nożem, Johnson w żołądku zwierzęcia nie znalazł nic prócz wody; widocznie niedźwiedź nic nie jadł od dość dawna; pomimo to był bardzo tłusty, a ważył przeszło tysiąc pięćset funtów. Rozrąbano go na cztery części, z których każda wydała dwieście funtów mięsa; myśliwcy zaciągnęli do domku lodowego ogromny zapas żywności, nie zapominając zabrać i serca ubitego niedźwiedzia, które w trzy godziny po jego zgonie biło jeszcze bardzo silnie.
Zgłodniali towarzysze doktora chętnieby się rzucili na to mięso surowe, lecz on nie dopuścił tego, wzywając ich o cierpliwość aż będzie upieczone.
Clawbonny wchodząc do domku lodowego, uczuł w nim zimno nadzwyczajne, zbliżył się prze-