Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/075

Ta strona została skorygowana.


przyjaciołach, ani o Jej Królewskiej Mości i Jej rodzinie, ani o sobie samym nakoniec. Widział już niejako ze sprawiedliwem zadowoleniem „przylądek Clawbonny“ figurujący na mapie.
Noc przepędzono tak samo jak i poprzednią, a każdy z kolei czuwał podczas spoczynku przy tych nieznanych brzegach.
Nazajutrz rano w niedzielę, po wybornem śniadaniu przygotowanem z łap niedźwiedzich, podróżni skierowali się na północ, zbaczając nieco ku zachodowi — i pomimo coraz uciążliwszej drogi, postępowano dość prędko.
Altamont siedząc na saniach, przypatrywał się horyzontowi z gorączkową bacznością, niepokój mimowolny ogarnął wszystkich jego towarzyszy. Ostatnie obserwacye słoneczne wskazały 83°35′ szerokości i 120°15′ długości, — co właśnie było położeniem, w jakiem się miał znajdować okręt amerykański; w tym więc dniu rozstrzygnąć się miała kwestya życia lub śmierci.
Nareszcie około drugiej godziny po południu, Altamont podniósł się, wstrzymał pochód donośnym okrzykiem i wskazując palcem masę jakąś białą, której by na pierwszy rzut oka nikt nie od-