Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/082

Ta strona została skorygowana.


Doktór zrozumiał wstręt kapitana i dlatego zakończył na tem tak drażliwą kwestyę, zwracając rozmowę na inny całkiem przedmiot.
— Teraz gdy już wiemy jakie są nasze zapasy, mówił Clawbonny, trzeba zbudować na nie składy i mieszkanie dla nas; materyału nam nie brak i zdaje się, że będziemy mogli wygodnie się urządzić. Bell zechce się zapewnie popisać, mówił dalej doktór, zwracając się do cieśli, a ja z mej strony służyć mu będę dobrą radą.
— Gotów jestem panie Clawbonny, odpowiedział cieśla; w razie potrzeby z tych ogromnych brył lodu jestem w stanie zbudować całe miasto z domami, ulicami i t. d.
— A po cóż nam tak wiele? Bierzmy przykład z agentów kompanii zatoki Hudsońskiej; budują oni fortece, zdolne ich zabezpieczyć od dzikich zwierząt i napadu Indyan. Tego i nam właśnie potrzeba; z jednej strony zbudujemy składy, z drugiej mieszkanie i osłonimy to wszystko dwoma bastyonami. Będę się starał przypomnieć sobie com wiedział o zakładaniu osady.
— Na honor! panie Clawbonny, rzekł Johnson, pewny jestem, że pod twoim kierunkiem potrafimy zrobić ceś wybornego.