Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/083

Ta strona została skorygowana.


— A więc moi przyjaciele, zacznijmy od wyboru miejsca; dobry inżynier przedewszystkiem musi znać grunt, na którym ma działać. Pójdziesz z nami panie Hatteras?
— Polegam w zupełności na tobie doktorze, odrzekł kapitan. Ja tymczasem zwiedzę wybrzeże.
Altamont zanadto jeszcze słaby, aby mógł mieć jaki udział w tych zajęciach, pozostał na pokładzie swego okrętu; Anglicy zaś udali się na ląd.
Pogoda była pochmurna, powietrze ciężkie, termometr o południu wskazywał dwadzieścia trzy stopnie zimna, pomimo to temperatura była znośną, bo nie było wiatru.
Sądząc z położenia wybrzeży, wnosić wypadało, że rozległe morze, zamarznięte w tej chwili zupełnie, rozciągało się daleko na wschód; wschodni jego brzeg był nieco jakby zaokrąglony, poprzerzynany dość głęboko wchodzącemi w ląd odnogami i wznosił się nagle po dwieście yardów (około 329 łokci) od morza. Tym sposobem wybrzeże tworzyło tu dość obszerną zatokę, najeżoną niebezpiecznemi skałami, na których właśnie rozbił się okręt Porpoise; w dali widać było górę, której wysokość doktór oceniał na pięćset blizko sążni. Ze strony północnej, niewielki przylądek osłania-