Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/088

Ta strona została skorygowana.


niałą menażeryę moglibyśmy sobie tu urządzić, gdybyśmy tylko chcieli!
— Co do zwierząt wtrącił Johnson, tych nam tu pewnie nie braknie; nie będą one z lodu, ale niemniej będą interesujące.
— To i dobrze, odparł wojowniczy doktór, niech przyjdą, a odeprzemy ich napaść. Wracając do domu w Petersburgu, dodam, że były w nim stoły, toalety, zwierciadła, kandelabry, świece, łóżka, materace, poduszki, firanki, zegary, krzesła, karty do gry, szafy i kredensy ze wszelkiemi naczyniami — słowem co potrzeba, a wszystko z lodu dłutowane, rzeźbione, giloszowane.
— Więc to był prawdziwy pałac? zapytał Bell.
— Tak jest, pałac. Ach lód! jakże Opatrzność łaskawa, że go stworzyła, skoro on się nadaje do tylu użytków i skoro z niego biedne rozbitki takie mają korzyści!
Na urządzaniu i zagospodarowaniu domu zeszło do 31 marca, w którym przypadało pierwsze święto Wielkiej Nocy; dzień ten poświęcono na zupełny wypoczynek i czytanie biblii w salonie służącym za miejsce zebrań.
Zaraz po świętach, przystąpiono do budowania magazynów i prochowni, co znowu zabrało tydzień, licząc w to i czas potrzebny na wyładowa-