Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/146

Ta strona została skorygowana.


Przypatrzywszy się bacznie tym śladom, strzelcy spojrzeli po sobie, a doktór pierwszy odezwał się.
— Kochani koledzy, to są widoczne ślady niedźwiedzia.
— Doskonała to zwierzyna, odpowiedział Altamont, lecz ma dla nas jedną wadę.
— A to jaką, zapytał doktór.
— Że jest w zbyt wielkiej ilości, odrzekł Amerykanin.
— Nie rozumiem cię panie Altamont, rzekł znowu Bell.
— Spostrzegam najwyraźniejsze ślady aż pięciu niedźwiedzi, a to za wiele na pięciu ludzi.
— Jestżeś pan tego pewnym? zapytał doktór.
— Patrzcie i przekonajcie się sami: ten oto ślad wcale nie jest podobnym do tamtego; na jednym pazury szerzej są wyciśnięte niż na drugim, a zatem widoczna, że jeden niedźwiedź większy jest, a drugi mniejszy. Jeśli się dobrze i uważnie przypatrzycie, to sami będziecie mogli na niewielkiej przestrzeni rozróżnić ślady pięciu różnych niedźwiedzi.
— Tak jest, pan Altamont ma słuszność, rzekł Bell dobrze się przypatrzywszy.
— W takim razie, mówił doktór, niema co bawić się w zuchów, ale owszem, strzedz się spotka-