Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/150

Ta strona została skorygowana.


— Odbyli nawet rekonesans w stronę naszego mieszkania, dodał Altamont.
— Patrzcie panowie, te ślady dochodzące aż do samego prawie Szańca, wykazują niedźwiedzia niezwykłej wielkości.
— Tak, tak, odezwał się Johnson, z tego zbliżania się wnosić można, że mają ochotę napaść na nasze mieszkanie.
— Bezwątpienia i dla tego nie należy się im pokazywać, bo nie mamy sił do walki z powodzeniem.
— Lecz gdzież być mogą te przeklęte niedźwiedzie? zapytał Bell.
— Siedzą zapewne przyczajone gdzie za bryłą lodu w stronie wschodniej, i śledzą nas. Nie narażajmy się nierozważnie.
— A nasze polowanie! spytał Altamont.
— Odłóżmy je na kilka dni, odpowiedział doktór, teraz zaś jeszcze raz zatrzyjmy tropy najbliższe, a jutro rano zobaczymy czy się świeże ukażą; tym sposobem poznamy dokładnie ruchy i zamiary naszych nieprzyjaciół.
— Posłuchano rady doktora i zamknięto się w mieszkaniu; obecność tych strasznych zwierząt stała na przeszkodzie do zrobienia jakiejkolwiek wycieczki. Zwracano pilnie oko na okolice przy-