Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/154

Ta strona została skorygowana.


ło próbować rzeczy niepodobnych. Jakież są wasze zamiary w tym względzie?
— Też same co i twoje kapitanie, żywo odparł Clawbonny, do którego i Johnson się przyłączył. Bell zapytany z kolei, odpowiedział:
— Prawda kapitanie, że nie mamy rodziny w Anglii; nikt tam nie tęskni za nami, ale ojczyzna jest zawsze ojczyzną. Czy nie myślisz już o powrocie?
— Powrócić będzie można i po odkryciu bieguna północnego, równie dobrze, a nawet łatwiej to nam przyjdzie, bo posuwając się coraz bardziej w górę, oddalać się stopniowo będziemy od punktów najzimniejszych na kuli ziemskiej. Zapasów żywności i paliwa na długo nam jeszcze wystarczy, grzechem byłoby przeto, nie doprowadzić do końca raz przedsięwziętej myśli.
— A zatem kapitanie, odpowiedział Bell, zgadzamy się wszyscy na to co postanowisz.
— Ani na chwilę nie wątpiłem o was, mówił dalej Hatteras; powiedzie się nam, i zjednamy Anglii sławę wielkiego odkrycia.
— Lecz pomiędzy nami znajduje się jeden Amerykanin, powiedział Johnson.
Hatteras z gniewem poruszył się na tę uwagę.
— Wiem o tem, rzekł głosem poważnym.