Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/178

Ta strona została uwierzytelniona.
176

U spodu słupa postawiono beczułkę, zawierającą około sta funtów prochu.
— A tu oto gotowa mina! dodał doktór.
— Ale czy razem z niedźwiedziami i my nie wylecim w powietrze? zapytał Hatteras.
— Nie! Jesteśmy dostatecznie oddaleni od miejsca wybuchu; przytem dom nasz jest mocny, a choćby się trochę i nadwerężył, to warto będzie popracować nad przyprowadzeniem go do porządku.
— Wszystko to dobrze, powiedział Altamont, lecz cóż dalej robić mamy?
— Oddaliwszy się ztąd, przez silne pociągnięcie sznura obalimy podporę, podtrzymującą warstewkę lodu po nad miną; lis stanie się widzialnym i łatwo przypuścić, że zgłodniałe zwierzęta rzucą się z zajadłością na tę zdobycz niespodziewaną.
— Zgoda.
— Wtedy podkładam ogień pod minę i wyrzucam w powietrze ucztę i ucztujących.
— Wybornie! doskonale! wolał Johnson, z żywem zajęciem słuchający opowiadania.
Hatteras mając nieograniczone w swym przyjacielu zaufanie, nie żądał żadnych objaśnień; cze-