Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/179

Ta strona została skorygowana.


kał spokojnie. Lecz Altamont pragnął wszystko wiedzieć aż do końca.
— Powiedzże mi jeszcze doktorze, jak zdołasz obliczyć palenie się lontu dochodzącego do miny, aby wybuch nastąpił we właściwej chwili?
— Nie potrzeba na to żadnego obrachowania.
— Masz więc przygotowany knot na pięćdziesiąt łokci długi?
— Bynajmniej.
— Zatem myślisz podsypać prochu na całej tej przestrzeni?
— I to mogłoby zawieść.
— Musi się przeto kto poświęcić dla podłożenia ognia?
— Jeśli potrzeba, rzekł Johnson, ja gotów jestem na twe rozkazy doktorze.
— Dziękuję ci mój zacny przyjacielu, powiedział doktór podając rękę starcowi; życie każdego z nas jest nazbyt drogie, i oszczędzimy je.
— W takim razie rzekł Amerykanin, odgadnąć już nie umiem.
— Kochany przyjacielu, na cóżbyśmy się uczyli fizyki, gdybyśmy w tak łatwej okoliczności poradzić sobie nie umieli.