Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/226

Ta strona została skorygowana.


lądem stałym, to przynajmniej bardzo rozległą wyspą; zresztą nie chodziło tu wcale o sprawdzenie tego punktu geograficznego.
Duk wysunął się naprzód, lecz wkrótce stanął do tropu piżmowców, a potem nagle poskoczył naprzód i znikł z oczów myśliwcom. Zwrócili się za głośnem szczekaniem, którego natarczywość zapowiadała, że nieme zwierzę znalazło wreszcie czego tak pragnęło.
Po półtoragodzinnym szybkim pochodzie, spotkali dwoje zwierząt dość dużych o groźnej zewnętrzności. Zdawały się być bardziej zdziwione niż przestraszone napaścią Duka; nie zważając na niego, szczypały mech różowawy, ukazujący się tu i owdzie na gruncie ze śniegu oczyszczonym. Doktór poznał je łatwo po średnim ich wzroście, po rogach bardzo rozgałęzionych u wierzchu a skupionych przy osadzie, po charakteryzującym je braku pyska, wypukłym łysie, i bardzo krótkim ogonie. Dla tejto właśnie budowy szczególnej, naturaliści dają tym zwierzętom nazwisko „ovibos“ doskonale malujące połączenie kształtów owcy i wołu. Skóra ich pokryta była długiemi i gęstemi kłakami, w rodzaju brunatnego i cienkiego jedwabiu.