Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/255

Ta strona została skorygowana.


— Bo w takim razie słychaćby było szczekanie Duka.
— Jednakże oni widocznie ślady jakieś obserwują.
— Idźmy ku nim, rzekł Hatteras, to dowiemy się prawdy.
Johnson popędził psy w zaprzęgu idące i ruszono śpieszniej.
W dwadzieścia minut później, Hatteras, Johnson i doktór Clawbonny dzielili ździwienie swych towarzyszy.
Na śniegu widzieć się dawały wyraźne, niezaprzeczone i zupełnie świeże, jakby od wozoraj dopiero datujące ślady stóp ludzkich.
— Zapewne tu są Eskimosi, rzekł Hatteras.
— Bardzo być może, odpowiedział doktór, bo widzę ślady obuwia przez nich używanego.
— Tak sądzisz panie Clawbonny? rzekł Altamont.
— Jestem tego pewny.
— A te kroki? mówił dalej Amerykanin, wskazując na inny ślad, dość daleko po śniegu się ciągnący.
— Te kroki?...
— Czy także są śladami Eskimosów?