Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/279

Ta strona została skorygowana.


nieją Errebus i Ferzor dwie góry ogień wybuchające i ciągle czynne, a to pod setnym siedmdziesiątym stopniem długości i siedmdziesiątym ósmym stopniem szerokości. Dla czegóżby zatem wulkany nie mogły się znajdować pod biegunem północnym?
— W rzeczy samej, być to może, odpowiedział Amerykanin.
— Ah! zawołał doktór, tak jest, widzę bardzo wyraźnie..... to wulkan!
— Spieszmy więc do niego, wołał Hatteras.
Tymczasem wiatr silny zaczął rzucać szalupę na wszystkie strony i pomimo najzręczniejszych manewrów Johnsona, oddalił ją od punktu obserwowanego, tak że zupełnie znikł z oczu.
Pomimo to, wątpić już nie było można o blizkości brzegów. Cel podróży dojrzany został, choć niedosięgnięty jeszcze. W przeciągu najwięcej dwudziestu czterech godzin, staną na tej ziemi nieznanej. Opatrzność dozwoliwszy im zbliżyć się do niej, nie zechce im stawiać przeszkód do wylądowania na nią.
Nikt jednak z towarzystwa, wśród obecnych okoliczności, nie okazał po sobie uszczęśliwienia, jakiemby każdego napełniać było powinno to wielkie odkrycie. Każdy zamknął się w samym so-