Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/297

Ta strona została skorygowana.


— Tak, szczęśliwy jestem! a ty mój przyjacielu czy nie doznajesz radości, że się tu znajdujesz? Ziemia po której stąpamy jest ziemią biegunową; morze któreśmy przybyli, jest morzem biegunowem; powietrze którem oddychamy, to powietrze biegunowe! O witajże mi, witaj biegunie północny!
Mówiąc to, Hatteras był pod wpływem silnej egzaltacyi, cały zgorączkowany; doktór naprożno starał się go uspokoić. Z oczu tryskał mu blask nadzwyczajny, myśl wrzała w mózgu. Ten stan wzburzenia umysłu Clawbonny przypisywał przebytym przez kapitana, strasznym niebezpieczeństwom.
Hatteras widocznie potrzebował wypoczynku, zajęto się więc wyszukaniem miejsca na urządzenie obozowiska.
Altamont wynalazł w niedługim czasie bardzo wygodną grotę, pomiędzy skałami; Johnson i Bell przenieśli tam zapasy żywności i puścili na wolność psy Grenlandzkie.
Około godziny jedenastaj uczta była zupełnie gotową; płótno namiotu służyło za obrus. Śniadanie składało się z mięsa suszonego, solonego, sucharów, kawy i herbaty.
Lecz zanim przystąpiono do posiłku, Hatteras prosił aby zdjęto pozycyję wyspy, chciał bowiem