Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/314

Ta strona została skorygowana.


— A więc pozostawmy do jutra wszelkie wycieczki, rzekł z uśmiechem doktór, widząc że stary marynarz nie dał się całkiem przekonać; a jeśli jest jaki szczególny otwór prowadzący do środka ziemi, to pójdziemy tam wszyscy razem.




ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY.
Góra Hatterasa.

Po tej rozmowie pełnej treści, każdy jak mógł najlepsze urządził sobie posłanie w grocie i udano się na spoczynek.
Hatteras czuwał. Dla czego ten niezwykły człowiek nie chciał snem pokrzepić swych strudzonych członków?
Przecież osiągnął już cel swych życzeń; przecież spełnił zuchwałe zamiary niedające mu pokoju! Czemuż więc ta gorąca dusza nie spoczęła po takiej działalności? Nie należałoż przypuszczać, że gdy powodzenie uwieńczy jego wysilenia, Hatteras zapadnie w jakieś wyczerpanie, że wyprężone jego nerwy zapragną wytchnienia? Naturalnemby było nawet, żeby go teraz owładnął jakiś smutek, następujący zwykle po nasyconej żądzy.