Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/316

Ta strona została uwierzytelniona.


— No! w drogę! potrzeba okrążyć naszą wyspę, i gotowi już jesteśmy na tę ostatnią wycieczkę.
— Ostatnią! powtórzył kapitał tonem człowieka marzącego głośno; tak, ostatnią rzeczywiście, ale też i najcudniejszą!
To mówiąc czoło przecierał rękami, jakby dla przytłumienia wewnętrznego w niem wrzenia.
W tej chwili nadeszli Altamont, Johnson i Bell; za ich przybyciem zdawało się, że Hatteras oprzytomniał.
— Moi przyjaciele, rzekł głosem wzruszonym, dziękuję wam za odwagę waszą, poświęcenie się i wytrwałość, za wysilenia nadludzkie prawie, których nie szczędziliście i które sprawiły, że stopy nasze depcą tę ziemię.
— Kapitanie, rzekł Johnson, na ciebie spływa cały zaszczyt zasługi, my spełniliśmy jedynie obowiązek.
— Nie, nie! odpowiedział Hatteras z gwałtowną wylewnością; wam zarówno jak i mnie sława się należy! Altamontowi równie jak nam wszystkim! O! pozwólcie zadowolić się sercu memu, przepełnionemu radością i zarazem wdzięcznością dla was.
I ściskał z uniesieniem dłonie swych towarzy-