Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/061

Ta strona została przepisana.


gospodarz gorąco polecał jakąś potrawkę z królika, opowiadając cuda o delikatnym smaku tejże. Pan Fogg przystał na królika, lecz po pierwszym kęsie, znalazł go obrzydliwym. Natychmiast też zadzwonił na gospodarza.
— Panie — rzekł, patrząc nań badawczo — czy to ma być królik?
— Tak, mylordzie — odparł śmiało gospodarz — jest to młody królik.
— Czy królik ten nie miauczał czasami, gdy go zabijano?
— Miauczał? O mylordzie! Przysięgam...
— Panie gospodarzu — odparł chłodno pan Fogg — nie przysięgaj i przypomnij sobie, iż dawniej w Indyach uważano koty za święte. Były to dobre czasy.
— Dla kotów, mylordzie.
— A być może, że i dla podróżników!
Zrobiwszy powyższą uwagę, pan Fogg dokończył przerwanego obiadu. W parę minut po panu Fogg, Fix opuścił statek i co tchu pospieszył do dyrektora policyi w Bombayu. Przedstawiwszy się jako agent policyjny, opowiedział mu o swej misyi. Na zapytanie, czy rozkaz aresztowania już nadszedł, otrzymał przeczącą odpowiedź. Fix był zbity z tropu. Wymagał od dyrektora, by ten od siebie kazał pana Fogg zaaresztować. Dyrektor odmówił.