Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/083

Ta strona została przepisana.


nieprzejrzystej gęstwinie przejdzie; nie zauważywszy go. Szum głosów z dźwiękami instrumentów coraz bardziej się zbliżał. Monotonne śpiewy mieszały się z uderzeniami bębnów i dźwiękami cymbałów. Niebawem między drzewami ukazała się głowa procesyi. Pan Fogg i jego towarzysze mogli, nie będąc sami widziani, przypatrywać się ciekawej ceremonii religijnej.
Na samym przodzie posuwali się kapłani w spiczastych i długich obramowanych szatach, mężczyzn otaczała grupa kobiet i dzieci, śpiewających pogrzebowe psalmy, przerywane uderzeniami tam-tamu i dźwiękami cymbałów. Za nimi na wozie o szerokich kołach, których osie przedstawiały pierścienie żmij, ukazała się szkaradna statua, ciągniona przez parę żubrów, ustrojonych w piękną uprząż. Statua ta miała cztery ramiona ciemno-czerwonego koloru, wypukłe oczy i rozczochrane włosy, wywieszony język i karminem pomalowane usta. Naszyjnik z matwych czaszek i pas z obciętych rąk służyły jej za upiększenie. Stała ona na obalonym olbrzymie bez głowy.
Franciszek Cromarty poznał tę statuę.
— To bogini Kâli — rzekł półgłosem — bogini śmierci i miłości.
— Śmierci, na to się zgodzę, ale miłości