Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/085

Ta strona została przepisana.


natyków, których przeraźliwe wrzaski zagłuszały hałaśliwe dźwięki instrumentów.
Pan Cromarty z zajęciem przypatrywał się konduktowi i, zwracając się do przewodnika, rzekł:
— To »sutty«.
Pars skinął głową na znak twierdzenia i przyłożył palec do ust. Długa ta procesya posuwała się zwolna między drzewami i niezadługo skryła się zupełnie w głębi lasu.
Stopniowo śpiewy ginęły w oddali i nastąpiła cisza zupełna.
Phileas Fogg usłyszał słowa, wyrzeczone przez Franciszka Cromarty i, jak tylko procesya znikła, spytał:
— Co to jest »sutty«?
— Sutty, panie Fogg — odpowiedział generał — to ofiara ludzka, ale ofiara dobrowolna. Kobieta, która tylko co widziałeś, spaloną będzie jutro o brzasku dnia.
— O niegodziwcy! — wykrzyknął Obieżyświat, nie mogąc powstrzymać objawów oburzenia.
— A te zwłoki? — spytał pan Fogg.
— To zwłoki księcia, jej męża — odparł przewodnik niezależnego »rajah« Bundeikuridu.
— Jakto — ciągnął dalej pan Fogg, głosem nie zdradzającym najmniejszego wzrusze-