Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/165

Ta strona została przepisana.


tek z Jokohamy, musiał tego wieczora być w Shangaju. Gdyby nie burza, podczas której stracili kilka godzin, już byliby o 30 mil od portu.
Wiatr znacznie się zmniejszył i morze opadało. Na »Tankaderze« rozpięto wszystkie żagle.
W południe byli już o 45 mil od Shangaju. Pozostało im jeszcze sześć godzin dla dosiągnięcia portu. Na statku panował żywy niepokój. Chciano przybyć koniecznie na czas. By tego dopiąć, trzeba było, żeby statek biegł z prędkością 9 mil na godzinę, a wiatr ciągle słabnął.
O godzinie 7-mej byli jeszcze o 3 mile od Shangaju. Sternik zaklął straszliwie. Nagroda 200 funtów sterlingów wymykała mu się z rąk. Spojrzał na pana Fogg, który nic nie stracił ze swego spokoju, choć całe swe mienie stawiał na kartę.
W tej właśnie chwili pasmo czarnego dymu ukazało się na powierzchni wody. Był to parostatek amerykański, wychodzący z portu o przepisanej godzinie.
— Przekleństwo! — wykrzyknął John Bunsby, z rozpaczy wypuszczając drąg z ręki.
— Sygnały! — rzekł spokojnie pan Fogg.
Maleńka armatka umieszczoną była na przodzie statku »Tankadere«; służyła do da-