Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/169

Ta strona została przepisana.


— Przepraszam — rzekł nalegając Obieżyświat — czy nie widziałeś pasażera wzrostu wysokiego, małomównego, w towarzystwie młodej kobiety?
— Niema żadnej kobiety na statku — odrzekł chłopiec. — Proszę, oto lista pasażerów. Możesz pan ją przejrzeć. — Obieżyświat rzucił okiem na listę, napróżno jednakże szukał, nazwiska jego pana na niej nie było.
Przeraził się, lecz wnet się opamiętał.
— Czy jestem na »Carnaticu«? — wykrzyknął.
— Tak — odrzekł chłopiec.
— W drodze do Jokohamy.
— Oczywiście.
Jak gromem rażony, padł biedny chłopiec na fotel. Wszystko odrazu stało mu się jasnem. Przypomniał sobie, iż miał uprzedzić swego pana o godzinie odpływu okrętu i tego nie uczynił. Z jego więc winy pan Fogg i pani Aouda na statek się spóźnili.
Tak, to z jego winy, a właściwie z winy tego zdrajcy, którego podstęp dopiero teraz zrozumiał.
Niegodziwiec, chcąc go odłączyć od pana Fogg, by tego w Hong-Kongu zatrzymać, spoił go w szynkowni, wskutek tego pan Fogg będzie zrujnowany, zakład przegrany, sam zaś zaaresztowany, może nawet uwięziony.