Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/175

Ta strona została przepisana.


wił więc jeszcze kilka godzin zaczekać i przez ten czas się przebrać, gdyż ubranie jego wydawało mu się jak na artystę za strojne. Chciał je zamienić na kapotę, a zamiana ta, mogąca mu przysporzyć trochę grosza, była wielce ze względu na jego głód pożyteczną. Po długich poszukiwaniach, Obieżyświat znalazł nareszcie handlarza, któremu zaproponował zamianę. Kupcowi podobał się strój i wnet nasz Francuz ukazał się w starej japońskiej szacie, z wyblakłym od słońca turbanie. Kilka srebrnych monet zadźwięczało w jego ręku. Doskonale, pomyślał, niech mi się zdaje, iż jesteśmy w karnawale.
Tak zjaponizowany wszedł do herbaciarni bardzo skromnego wyglądu i zjadł śniadanie, złożone z kurczęcia i kilku garści ryżu.
Posiliwszy się, zaczął rozmyślać nad sposobami jaknajprędszego opuszczenia ziemi słońca. Zamierzał zwiedzić statki, udające się do Ameryki i zaofiarować swe usługi, jako kucharz lub służący, jedynie za przejazd i utrzymanie. Przybywszy do San-Francisco, da sobie już tam radę. Niechby tylko przebyć te 4700 mil oceanu Indyjskiego, dzielące Japonię od Nowego Świata.
Obieżyświat lubił prędko wykonywać raz powzięte postanowienie, pospieszył więc do portu. Lecz z chwilą zbliżenia się do doków,