Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/178

Ta strona została przepisana.


nie dorównamy jednakże w tym względzie Amerykanom.
— Ma się rozumieć. Otóż, jeśli nie przyjmuję pana jako służącego, mogę cię użyć jako klowna. We Francyi angażują błaznów zagranicznych, zagranicą zaś błaznów francuskich.
— Panie!...
— Jesteś pan silnym, nieprawdaż?
— Szczególniej, gdy wstaję od stołu.
— Śpiewasz pan?
— Tak — odparł Obieżyświat, który niegdyś zdobywał laury na ulicy.
— Ale czy umiesz śpiewać, stojąc na głowie, mając na stopie jednej wirującego bąka, a na drugiej na ostrzu trzymającą się szablę?
— Doskonale! — wykrzyknął Obieżyświat, przypomniawszy sobie pierwsze ćwiczenia swego młodocianego wieku.
— A więc rzecz skończona — rzekł szanowny Batulcar i Obieżyświat, dzięki swym talentom, pozyskał posadę.
Nie było to stanowisko zbyt zaszczytne, miało jednak dla niego tę wartość, iż za tydzień będzie w drodze do San-Francisco. Przedstawienie, o którem z tak wielkim hałasem obwieszczał Batulcar, miało się rozpocząć o godzinie 3-ciej. Dźwięki ogromnych instrumentów, tamburynów i tam-tamu, z któ-