Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/221

Ta strona została przepisana.

nakazał mu milczenie. Dżentelman wraz z pulłkownikiem wyszli na platformę.
— Panie — rzekł pan Fogg do swego przeciwnika — spieszę się bardzo do Europy, wszelkie opóźnienie mogłoby bardzo zaszkodzić moim interesom.
— Cóż mnie to może obchodzić? — odparł pułkownik.
— Panie — rzekł bardzo uprzejmie pan Fogg — po naszem spotkaniu w San Francisco, powziąłem zamiar odszukania pana w Ameryce, gdy załatwię sprawy, powołujące mnie do Anglii.
— Czy być może?
— Za sześć miesięcy stawię się.
— Dlaczegóż nie za sześć lat?
— Mówię za sześć miesięcy — odrzekł pan Fogg — i stawię się punktualnie.
— Wszystko to są tylko wykręty — zawołał — panie Fogg, bij się pan zaraz lub nigdy!
— A zatem dobrze — odparł spokojnie. — Czy udajesz się pan do New-Yorku?
— Nie!
— Może do Chicago?
— Nie!
— A więc do Omaha?
— Czy znasz pan Plum-Creek?
— Nie — odparł pan Fogg.