Strona:Juliusz Verne - Wśród lodów polarnych (1932).pdf/91

Ta strona została uwierzytelniona.


— Lecz jaki ma pan plan? pytał Altamont.
— Mam zamiar za pomocą centnara prochu wszystkie niedźwiedzie wysadzić w powietrze.
Obecni z podziwem spojrzeli na mówiącego doktora.
Doktór objaśnił towarzyszy, że galerja przez niego zrobiona, ma prawie 60 stóp długości i łączy się z prochownią.
— A gdzie będzie założona miną? pytał amerykanin.
— W miejscu najbardziej oddalonem od domu, prochowni i magazynów, w jaki zaś sposób przywabię w to miejsce zwierzęta zobaczycie, teraz bierzmy się do roboty.
W czasie nocy musimy zrobić przejście 100 stóp długie, każdy z nas pracować będzie godzinę na zmianę. Niechaj Bell rozpoczyna, my tymczasem odpocznijmy.
Natychmiast doktór, wziąwszy ze sobą Bella, udał się z nim do prochowni, gdzie udzielił mu odpowiednich instrukcji, poczem powrócił do domku.
Bell, w ciągu godziny, zrobił korytarz, około 10 stóp długi, po nim nastąpił Altamont, później kapitan, dalej Johnson. W dziesięć godzin, to jest o godzinie 8 rano, przejście było gotowe.
O brzasku doktór przyglądał się niedźwiedziom przez otwór zrobiony w ścianie