Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/072

Ta strona została uwierzytelniona.
Marya (broniąc się)
Widzę — widzę!
Sebastjan.
Nieuwierzysz jak się nudziłem okropnie na tym balu. — Czekam od dwóch godzin na panią.
Marya.
Ja także.... (urywa)
Sebastjan.
O! nie odwołuj tego — błagam cię. Nie brak było mężczyzn...
Marya.
Jednak nie tańczyłam wcale.
Sebastjan.
Czy być może?... o droga Maryo. (ściska ją) Zatem poświęcisz mi pierwszy walc?