Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/137

Ta strona została uwierzytelniona.
Marcandier.
Tem lepiej — tem lepiej! — Wszyscy jesteśmy śmiertelni — powinien się szanować.
Dominik.
Szanować — mój pan? Może poradzić się lekarza?! — Hahaha! Sam widok doktora nabawiłby go żółtaczki...
Marcandier.
Ale któż mówi o jakimś doktorze — potrzeba go opatrywać, troskliwą mieć baczność o stan jego zdrowia, nie wzywając wcale lekarza, tak, ażeby tego nawet nie zauważył.. Czy on nosi flanelę?
Dominik.
(parskając śmiechem) Flanelę? — Co też pan gada?