Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/171

Ta strona została uwierzytelniona.


Po chwili ukazuje się napowrót z innym papierkiem. Ot masz go. (wyciąga z kieszeni list i oddaje go Sebastjanowi) „Niech sobie pan Sebastjan nic nie robi — kocham go nad życie i oprócz niego — nikogo kochać nie będę. — Cóż ty na to?
Sebastjan (całując list)
Droga Maryo!
Frontignac.
Od wczoraj zamieniliśmy tysiące myśli i projektów. Oto je masz. Upajaj się niemi do syta. (daje mu plik listów i papierków)
Sebastjan. (całując je z uniesieniem)
O radości! — Drogi stryju!
Frontignac.
(patrząc na niego) Młodości! Z naj-