Strona:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu/135

Ta strona została przepisana.

śli, że ona malowała jego portret pędzlem z własnych włosów itp. komedye, którebym mógł powymyślać, do których odgrywania i przejęcia się niemi trzebaby więcej siły umysłu, niż ma przeciętny człowiek: czyż nie powiedzianoby, że to jest wyrafinowane, nieprzyzwoite, antispołeczne? I czy nie byłoby trochę zazdrości w takich określeniach? Śmianoby się z takiej przesady — a przecież „miłość“, jeżeli wogóle ma być czemś, jest właśnie przesadą, żyje z przesady i nadmiaru, jakkolwiek (i to jest punkt ważny) więcej sposobem zaznaczania i pomyślenia niż wykonywaniem.

∗             ∗

Gdy Strumieński przyjechał do Wilczy, rozrywało go z początku urządzenie nowego ogniska wspólnie z Olą, która już sobie wszystko naprzód ułożyła i przewidziała. Sam troskliwie unikał wspomnień o Angelice, lecz mimo to, a może właśnie dlatego, wpadł znowu w objęcia zaczajonego nań tutaj we wszystkich przedmiotach demona, którego sobie sam wychował. Stało się to dość nieznacznie, a zrazu nawet mowy o tem nie było. Tylko czasami, gdy przechodził to tam to ówdzie, było mu tak, jakby go coś z westchnieniem mijało, nie zaczepiając. Jego grób — a takim był dotychczas dwór w Wilczy — osnuwał się siecią nowych stosunków, co go zmuszało myśleć o znikomości świata. A te stosunki wnet okazały się dlań obcymi i groziły mu łagodnie zacieśnieniem jego indywidualności — więc umysł jego szukał choćby urojonego sojusznika.
Równocześnie zaczynał się zacieśniać także widnokrąg, który mu się otworzył z chwilą nabycia Oli. Wprawdzie nie przyznawał tego, że po miodowych mie-